Biegowy debiut na Wyspach

W niedzielę 10 lipca w dniu swoich 26. urodzin zaliczyłem zagraniczny debiut – wziąłem udział w The British 10K Vitality London Run. Te zawody były dla mnie jednocześnie rozpoczęciem przygotowań do wrześniowego maratonu we Wrocławiu.

Obijałem się, leniłem się, zbijałem bąki, próżnowałem, leniuchowałem, marnowałem czas, bumelowałem. Mam jeszcze całe stado innych określeń, które pięknie opisywałyby dwa tygodnie po wrocławskim półmaratonie. Przerwa od biegania jak najbardziej się przydała, mam już za sobą wdrożenie się do treningów – ofiar w kostkach, kolanach i stopach nie stwierdzono. Na pewno chciałem wybiegać w Londynie ładny czas (i mi to nie wyszło – 50:55), ale musiałem liczyć się z konsekwencjami lenia… to znaczy regeneracyjnego odpoczynku w ostatnich dniach.

londyn 1Zdjęcie zrobione przez najwierniejszego i najlepszego kibica na świecie – moją narzeczoną Martę 🙂

Prawdziwe święto biegania w Londynie. Co prawda wystartowało „tylko” lekko ponad 11 tysięcy biegaczy – a przypomnę, że był to bieg na 10 kilometrów – ale opanowali oni centrum brytyjskiej stolicy. W metrze, w autobusach, w kawiarniach, w parkach, na ulicach, byli po prostu wszędzie. Jak na taki spory tłumek, nie było specjalnie ciasno i ogromna w tym zasługa organizatorów i wolontariuszy, którzy sprawnie kierowali uczestników biegu w odpowiednie miejsca.

Start falowy, na początku ruszyłem ładnie i uwierzyłem w naprawdę dobry czas, ale braki treningowe szybko wyszły i zamiast na walce z czasem, skupiłem się na podziwianiu widoków, bo naprawdę było co podziwiać. Nie codziennie się przecież biega po Piccadilly Circus, Trafalgar Square czy tuż obok Big Bena. I choć mogło być zdecydowanie lepiej, ba, nawet powinno być, to mój czas 50:55 dał mi 1829. miejsce w klasyfikacji ogólnej. O organizacji jeszcze napiszę osobno, bo jest o czym. Myślałem, że Półmaraton Słowaka w Grodzisku Wielkopolskim to sufit, który ciężko będzie przebić, a jednak okazało się, że można. Oczywiście nie ta skala liczby uczestników i tak dalej, ale naprawdę bardzo trudno do czegokolwiek się doczepić organizacji londyńskiego biegu. Wszystko zadziałało niezwykle sprawnie.

londyn 2
Ciekawym pomysłem była loteria przygotowana przez jednego ze sponsorów, producenta odzieży i butów – Brooks. W niektórych pakietach startowych (które były wydawane po biegu, na mecie) znajdowały się złote flagi z logo firmy, które uprawniały do wzięcia udziału w losowaniu. W nim z kolei można było wygrać albo 25% lub 50% zniżki na asortyment sklepu lub buty biegowe Brooks Glycerin 14. W koszu z kuponami do losowania znajdowało się dwa tysiące zniżek 25-procentowych, tysiąc „pięćdziesiątek” i 50 kuponów na buty. Wierzę, że z racji swoich urodzin, ale najpierw otrzymałem pakiet z chorągiewką, a następnie wylosowałem kartonik uprawniający do odbioru obuwia.

londyn 3
Więc gdyby ktoś pytał, co ja mam z tego całego biegania, to mam już nowe buty 🙂

Reklamy

One thought on “Biegowy debiut na Wyspach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s