32. Uliczny Bieg Sylwestrowy Trzebnica 2016

[Ostatnio mam refleks niczym Internet Explorer, ale za to jednym z moich postanowień noworocznych jest mocne pracowanie nad częstotliwością wpisów 😉 ] Piękny, biegowy rok za mną. Korona Półmaratonów Polskich zdobyta, po drodze nawet udało mi się zaliczyć pierwszy zagraniczny start oraz zadebiutować w maratonie. Jak mógłbym takiego roku nie zakończyć udziałem w biegu?

Już w 2015 delikatnie przymierzałem się do biegu w Trzebnicy. Wówczas zafascynowany Biegiem Mikołajkowym i ogólnie startami w imprezach biegowych, jako totalny żółtodziób chciałem pójśc za ciosem i pobiec sobie kolejną dyszkę, ale ostatecznie skończyło się na przymiarkach. W minionym roku postanowiłem, że muszę pięknie zakończyć rok, a start w Trzebnicy traktowałem jako pozycja obowiązkowa. Wiedziałem, że na życiówkę nie mam co liczyć (ale oczywiście łudziłem się, że może gdzieś tam… 😉 ), bo z powodu świątecznej atmosfery i symptomów odnawiania się kontuzji, w grudniu zamiast biegania częściej pojawiały się ćwiczenia stacjonarne.

trzebnica-2
Słyszałem od uczestników zeszłorocznego biegu, że podbiegi w Trzebnicy bywają wymęczające. – E tam, co to dla mnie – pomyślałem – pokonałem Sobótkę, czterysta metrów podbiegu w Warszawie i serpentynki w Wałbrzychu. Miałbym się przestraszyć trzebnickich pagórków? Pierwszy z nich pojawił się na drugim kilometrze – ot, podbieg, może trochę solidniejszy, taka średnia półka w skali krajowej. No dobra, dla mnie wysoka półka, bo się zmęczyłem, ale nie wpłynęło to znacząco na moje truchtanko. Wbiegając na piąty kilometr zakpiłem w duchu z tych pagórków, bo przecież zaraz koniec pętli i niby gdzie te wymagające podbiegi. Po dwustu metrach był zakręt, a za nim…

Może wyolbrzymiam, bo dawno nie mierzyłem się z biegami górskimi i półgórskimi, ale podbieg na ulicy Teatralnej był ogromny. Wielki, straszny i stromy. Ulica Teatralna stała się sceną prawdziwych dramatycznych biegowych batalii. Przy nim wszystkie pokonane dotąd wydawały się malutkimi przeszkodami. Byłem przekonany, że ujrzawszy trasę przede mną delikatnie pobladłem (jak kilku innych mocno zaskoczonych biegaczy), ale dzielnie walczyłem i wdrapałem się na górę. A żeby nie było tak łatwo, musiałem go jeszcze raz pokonać na kilometrze dziesiątym. I choć z początku tego nie czułem, pierwszego dnia stycznia nie obudziłem się z żadnym kacem, ale całym stadem zakwasów, głównie żerujących na plecach. Żeby dopełnić kronikarskiego obowiązku, dodam, że bieg zakończyłem z czasem 53:44.

trzebnica
Byli tacy, co narzekali na metę w tym biegu, bo faktycznie momentami zrobiło się trochę ciasnawo. Jednak to nic w porównaniu z cyrkami w Krakowie, gdzie nie było nawet miejsca, żeby wbiegać na metę. Organizacja biegu jak zawsze w imprezach Stowarzyszenia Pro-Run Wrocław elegancka. Po wpadkach z początku roku, utrzymują stały, wysoki poziom, aż chce się biegać w kolejnych zawodach. Tym bardziej mnie cieszy, że na kwiecień planują już trochę dłuższy dystans, bo półmaraton.

Jednocześnie był to mój dwudziesty pierwszy start w imprezie biegowej (oczko!), a dziewiętnasty w poprzednim roku. Wszystkich tych, którzy chcą mi zarzucić, że stawiam na ilość biegów, a nie na jakość wyników, chciałbym uprzejmie poinformować, że stawiam przede wszystkim na dobrą zabawę 🙂 Tej w minionym roku nie brakowało, a na poprawianie wyników jeszcze przyjdzie czas.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s